Uprzejmie proszę o wpisywanie się do księgi gości. Dziękuję.
- Witamy w naszym gronie nowego psychologa, pana Tomasza. A teraz przejdźmy do naszej ulubionej pacjentki – zaczyna mężczyzna, siedzący u szczytu stołu.
- A jest o czym dyskutować? Dziewczyna jest tu trzy lata. Nic jej nie pomaga, a rodzina zgadza się na podanie ostatecznej dawki – mówi oschło kobieta, o delikatnych rysach twarzy.
- Szkoda mi jej – stwierdza najstarszy z grona. – Uważam, że można ją jeszcze wyleczyć.
- Jest ktoś, kto chcę ją wziąć na siebie? – pyta przewodniczący, jakby miało to zaważyć na życiu dziewczyny.
Najmłodszy mężczyzna ze szczenięcymi oczami powoli podnosi rękę. Wszystkie spojrzenia zwracają się w jego stronę.
- O nie – stwierdza lekarz u szczytu stołu. – Nie zna pan sprawy. To ciężki przypadek.
- Chce spróbować – mówi uparcie i wyciąga rękę po papiery.
Dostaje je. Rada się kończy. Wie, że tym posunięciem uratował życie dziewczyny. Na razie.
Pokój bez klamek. Jak mogła tam trafić? Jak to się stało? Przecież była zupełnie normalną, ładną, popularną dziewczyną. Była? Nie pamięta tego dobrze. Pamięta tylko ból, ale co jej z tego, skoro i tak nikt jej nie wierzy? Nikt jej nie słucha. Nie wie jednak, że przyjdzie ktoś, żeby ją wysłuchać.
- Odważny jesteś – mówi najstarszy psycholog, idąc z młodzieńcem. – Podjąć się tak beznadziejnej sprawy, nawet jej nie znając. Jednak nie licz na cokolwiek. Ona jest tu trzy lata i nikt nie potrafił jej pomóc.
- Gdybym nie ja, podali by jej dawkę ostateczną już wczoraj – odpiera chłopak, na co starszy się uśmiecha.
- Ona naprawdę wydaje się być miłą dziewczyną, jednak nie ma już dla niej leczenia.
- Przekonamy się – mruczy chłopak, gdy stają przed jednymi z drzwi.
- Powodzenia, Tomaszu – mówi na odchodne starszy.
Tomasz przekracza drzwi do pomieszczenia, w którym znajduje swoją pierwszą pacjentkę. Wygląda tak niewinnie. Jak tak młoda dziewczyna znalazła się w takim miejscu? Ma zamiar się dowiedzieć. Siada niedaleko niej. Już wie, że jest niegroźna. Powiedziano mu. Chce jej okazać zaufanie. Patrzy w jej podkrążone oczy. Taka młoda.
- Witaj. Jestem twoim nowym lekarzem. Mam na imię Tomek, a ty? – postanawia przejść z nią na ty, lecz dziewczyna zachowuje, się jakby go w ogóle nie zauważyła. – Nie chcesz rozmawiać. Rozumiem. Na pewno się boisz. Jednak ja bardzo bym chciał z tobą porozmawiać – drgnęła. – Jesteś tu już trzy lata, prawda? – kiwa nieznacznie głową. – A wiesz gdzie jesteś?
Otwiera usta, po czym je zamyka. Nadal patrzy na swoje stopy. Drży na całym ciele. Boi się.
- W pokoju bez klamek – szepcze.
Zdziwił się. Nie oczekiwał takiej odpowiedzi. Nie oczekiwał jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Czy wiesz dlaczego się tutaj znajdujesz?
Cisza. Znowu milczy. Gdyby mógł wiedzieć, co kryje się teraz w jej głowie.
- Ojciec mnie tutaj przywiózł – mówi trochę głośniej, po czym podnosi wzrok. – Jednak ja jestem całkiem normalna, panie doktorze.
Ta świadomość w jej oczach przeraża go. Jakim cudem po tych wszystkich lekach, które dostała, może mieć tak trzeźwe spojrzenie. Przełyka ślinę i wyciąga notatnik.
- Jak się nazywasz? – pyta, przyglądając się pacjentce.
- Nie pamiętam – mówi, poluźniając uścisk, w którym trzymała swoje kolana.
- Ile masz lat? – zadaje jej kolejne pytanie kontrolne.
Cisza. Marszczy brwi, jakby nad czymś usilnie myślała.
- Wydaje mi się, że skończyłam już dziewiętnaście lat.
- Opowiedz mi o sobie, zanim przyjechałaś do tego ośrodka.
Jej spojrzenie jest utkwione w ścianę. Wygląda jakby myślami była już gdzie indziej. W międzyczasie Tomasz ma okazję, żeby jej się przyjrzeć. Jej cienkie, zaniedbane włosy mają jasnobrązowy kolor. Miodowe oczy, w których kryje się strach i ból, otoczone są cieniami. Spomiędzy lekko rozszerzonych ust wystają pożółkłe zęby. Chłopak zgaduje, że musiała palić. Trudno mu określić jej posturę, gdyż jest w piżamie po same kostki i nadgarstki. Zerka na jej dłonie. Ma chude, długie palce. Dochodzi do wniosku, że musiała kiedyś grać na jakimś instrumencie. Kiedy chce jej zadać inne pytanie, dziewczyna w końcu się odzywa.
- Mam starszego brata – mówi.
- Opowiedz mi o nim – prosi Tomasz, zapisując ciągle coś w notatniku.
Nagle dziewczyna zaczyna się trząść. Obejmuje się szczelnie ramionami i odsuwa od lekarza. Po jej policzkach płynął łzy.
- Nie… - mówi, wiercąc się. – Nie!
Tomek patrzy na nią, niepewny co ma zrobić. Dochodzi jednak do wniosku, że w takim stanie nie powie mu już nic. Powoli wstaje i tyłem zmierza w stronę drzwi.
- Przyjdę tu do ciebie jutro i pojutrze, i popojutrze. Będę przychodził codziennie, żeby z tobą rozmawiać – zapewnia ją i puka w drzwi, żeby go wypuszczono.
Dziewczyna nadal się trzęsie i obejmuje swoją głowę. Biedna, myśli Tomasz i wychodzi. Od razu rusza do swojego gabinetu. Niezwykły przypadek. Jednak nie wydaje mu się, żeby tak od razu skazany na niepowodzenie. Wyleczy tą dziewczynę. Pozna ją i jej historię. W papierach nie ma o tym mowy. Widać nigdy nic nie powiedziała. Jedyne co jest to wypowiedź jej ojca. Mężczyzna podkreślił wyraźnie, że jego córka oszalała. Ponoć stwarzała niewyjaśnione historie. Znalazł nawet wypowiedź policji, o wybrykach dziewczyny. Dziwny przypadek. Doprawdy, dziwny. Zamyka drzwi swojego nowiutkiego gabinetu. Jest taki szczęśliwy, że dostał tu pracę. Zasłużył sobie. Z jego wynikami ze studiów stał się perełką w tym szpitalu. Jednak teraz głowę zawraca mu tylko ta dziewczyna. Taka młoda, a taka zaniedbana. Zaniedbana czy wyniszczona? Tak bardo go to interesuje. Chce ją poznać. Musi ją poznać. Jak na razie nie wiele się dowiedział. Wyraźnie się czegoś boi. Pytanie tylko, czego?
- Głupia! – wydzierał się w domu mężczyzna. – Co ty znowu odpierdalasz? Chcesz żeby gliny tu przyszły?
- Nie, ojcze! – jęknęła dziewczyna, próbując uwolnić swoje włosy, za które trzymał ją mężczyzna.
- Ja ci jeszcze pokażę. Popamiętasz mnie! Jak mogłaś włóczyć się po mieście o czwartej w nocy zupełnie pijana?! – wrzeszczał, szarpiąc nią.
- Przepraszam!! – zaczęła wrzeszczeć. – Nie chciałam! Przepraszam!
Dał jej solidny policzek w twarz, aż nią odrzuciło, przez co ojciec wyrwał jej trochę włosów z głowy. Po jej policzkach spłynęły łzy, gdy zaczęła się szamotać, próbując się uwolnić.
- Zamknij się, do cholery! Mam już cię dość! Zobaczysz, jak cię urządzę.
Widzi. Naprawdę ją urządził. Trzęsie się ze strachu na myśl o swojej przeszłości. Czuje w nozdrzach zapach alkoholu, papierosów i potu, który przepełniał jej dom. Dom. Ona nie ma domu. Od dawna go nie ma. Ten mężczyzna, myśli wspominając lekarza, on może mi pomóc. Może on mnie wysłucha, rozmyśla z nadzieją. Jednak czy jest dla niej nadzieja. Jak ma mu wszystko powiedzieć? Nie może. Co jeśli Oni się dowiedzą. Przyjdą tu. Zabiją ją. Nie może nic mówić. A może jednak może? Pokój bez klamek. W jej głowie rozgorzała się wojna. Nie powie, bo Oni się dowiedzą i tu przyjdą. Chociaż gdyby powiedziała… Nie, nie, nie. Wie, że nie może nikomu ufać. Nie, Jemu mogła. Jemu ufa, ale nawet nie wie gdzie on jest. A ten lekarz? Jest godny zaufania? Taki młody, myśli, siedząc już spokojnie. Może jednak ją zrozumie. Co jej szkodzi spróbować. Najwyżej Oni tu przyjdą i ją zabiją. To nie jest złe wyjście. Przywita śmierć z otwartymi ramionami. Nie zasłużyła sobie na takie życie. Jest normalna. Niech tak będzie. Powie wszystko… Przedstawiał jej się. Tomaszowi? Tak, Tomaszowi. Powie wszystko Tomaszowi. On ją wysłucha. Pomoże jej z Nimi. Może nawet odnajdzie Jego. On. A o Nim może powiedzieć Tomaszowi? Chyba nie może tak ryzykować. To jej najważniejszy sekrety. Największa tajemnica. Nie może. Ale chce Go znaleźć. Jak ma to zrobić, skoro nie chce powiedzieć wszystkiego Tomaszowi. Powie mu. Opowie mu całą swoją historię. Łącznie z Nim. On.